Drukuj

NR 9-10 / 2009

A oto pewien uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego? On zaś rzekł do niego: Co napisano w zakonie? Jak czytasz? A ten, odpowiadając, rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. Rzekł mu więc: Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył. On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim? A Jezus, nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców, którzy go obrabowali, poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego. Przypadkiem szedł tą drogą jakiś kapłan i zobaczywszy go, przeszedł mimo. Podobnie i Lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, przeszedł mimo. Pewien Samarytanin zaś, podróżując tędy, podjechał do niego i ujrzawszy, ulitował się nad nim. I podszedłszy opatrzył rany jego, zalewając je oliwą i winem, po czym wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i opiekował się nim. A nazajutrz dobył dwa denary, dał je gospodarzowi i rzekł: Opiekuj się nim, a co wydasz ponad to, ja w drodze powrotnej oddam ci. Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców?
      A on rzekł: Ten, który się ulitował nad nim. Rzekł mu Jezus: Idź, i ty czyń podobnie. A gdy szli, wstąpił do pewnej wioski; a pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła go do domu. Ta miała siostrę, a na imię jej było Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała jego słowa. Marta zaś krzątała się koło różnej posługi; a przystąpiwszy, rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Powiedz jej więc, aby mi pomogła. A odpowiadając rzekł do niej Pan: Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz o wiele rzeczy; niewiele zaś potrzeba, bo tylko jednego; Maria bowiem dobrą cząstkę wybrała, która nie będzie jej odjęta (Łk. 10, 25-42).
     Odnoszę wrażenie, że historia opowiedziana przez Łukasza w drugiej połowie 10. rozdziału to przegląd chrześcijańskich koncepcji życia religijnego. W obydwu odsłonach bohaterami są osoby indagujące Jezusa – bezimienny uczony w Piśmie i znana nam z imienia siostra Marty i Łazarza z Betanii, Maria. Zapraszam do podsumowania naszej wiedzy o nich i sprawdzenia tego, co mają nam do powiedzenia.

1. Oboje chcą być doskonali w swoich dziedzinach.
Uczony w Piśmie zna się na Zakonie. Tora i jej wykład są mu chlebem powszednim. Jego sprawą są egzegeza, interpretacja, apologetyka i wykłady na temat poszczególnych perykop Pisma. Kształci swoich słuchaczy w poznaniu Boga i zbawienia. Odkąd pojawił się Jezus z Nazaretu, uczony ten otrzymał nową inspirację do akademickich, naukowych dyskusji. Byłby dziś świetnym teologiem i kaznodzieją.
      Marta zajmuje się domem i prowadzi gospodarstwo. W tej dziedzinie jest fachowcem. Zna zasady biznes-planu i ekonomii. Odkąd Jezus zaczął się u nich zatrzymywać, bywa, że ma na głowie mnóstwo dodatkowych obowiązków – ten miły gość przybywa zawsze z dodatkowymi kilkunastoma osobami, które Marta czuje się w obowiązku nakarmić i ugościć. Zawsze doskonale sobie daje radę. Byłaby pierwszorzędną szefową diakonii lub kancelarii parafialnej.

2. Oboje podporządkowali swoje życie Bożej sprawie.
Uczony w Piśmie wie, że chcąc być nauczycielem Zakonu, musi nie tylko znać 613 przykazań – 248 nakazów i 365 zakazów, ale że musi je przestrzegać. Najistotniejszą jest dla niego sprawa zbawienia. Sam chce osiągnąć życie wieczne, ale wszystkie swoje starania w zakresie dydaktyki i kaznodziejstwa podejmuje również w interesie zbawienia ludu Bożego i chwały Bożej. Swoje życie podporządkował nauczaniu Słowa Bożego.
      Marta oddała swój dom na potrzeby wspólnoty ludu Bożego. W interesie tej wspólnoty sprząta, gotuje, podaje i zmywa, dla niej krząta się i kłopocze. Wymaganiom służby diakonijnej podporządkowała budżet domowy i organizację życia zarówno swego prywatnego, jak i rodzinnego. Dbając, tak o domowników, jak i przybyłych, jest przekonana, że robi to dla Jezusa i Jego Kościoła.

3. Oboje uznają pewne zasady (jedno podstaw wiary, drugie jakiegoś kościelnego savoir-vivre), ale zakiełkowały w nich pewne pytania (w kwestii wiary i służby), które trzeba skonfrontować z Jezusem.
     
Uczony w Piśmie słyszał, że Jezus z Nazaretu zdaje się nie dbać o Dekalog – nie zachowuje sabatu, nie przestrzega rytualnych obmywań, uzurpuje sobie cześć należną Najwyższemu. Dzisiaj nadarza mu się okazja sprawdzenia, jak jest naprawdę, przeegzaminowania poglądów i nauki Jezusa, Jego wiedzy o Bogu i dbałości o Zakon. Musi to więc skonfrontować...
     Marta obserwuje ze zdziwieniem, że Jezus zachowuje się tak, jakby nie znał zasad życia w rodzinie i w społeczeństwie. Kto jak kto, ale On powinien pilnować norm zachowania w communio sanctorum. Ten zbór, który się zebrał w jej domu, siedzi sobie wygodnie u Jego stóp, słucha Jego nauki i czeka na posiłek, zgoda, niech tak będzie – to nie pierwszy raz zresztą. Ale nawet Maria się do nich przysiadła... Przecież to miejsce jest zarezerwowane tylko dla Jego uczniów – mężczyzn. I Jezus wie, że miejsce kobiety jest w kuchni. Dlaczego więc pozwala jej siedzieć u swoich stóp? Dlaczego Go to nie obchodzi, że Marta musi sama tak ciężko pracować? Dlaczego się o nią nie zatroszczy? Tak być nie może... Marta musi teraz przeegzaminować Jezusa z Jego miłości i służby bliźniemu, potrzebuje to skonfrontować...

4. Oboje poddają swoje poglądy ocenie Jezusa.
     
Nasz uczony w Piśmie czuje się w Izraelu nauczycielem, ale swoje pytanie do Jezusa rozpoczyna od „didaskale” – Nauczycielu..., co uczyniwszy odziedziczę życie wieczne? Uczony, zdawać by się mogło, dba o zbawienie i pogłębienie poznania, a co się w rezultacie okazuje? Okazuje się, że choć posiada klucz poznania dla ludu Bożego, sam nie poznał zbawienia i niewłaściwie interpretuje drogę do osiągnięcia go.
     Marta czuje się w tym domu i w dziele diakonii panią, ale skarga, którą kieruje do Jezusa, rozpoczyna od „Kyrie” – Panie..., czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Usługująca Marta, zdawać by się mogło, dba o bliźnich, ale w rzeczywistości okazuje się, że delegując ich do służby diakonijnej, sama nie poznała, na czym polega prawdziwa służba bliźniemu i stosuje niewłaściwą motywację.

5. Oboje nie dostrzegają, że błądzą w swoim dążeniu do doskonałości.
Uczony w Piśmie, ukrywając swe zażenowanie, usprawiedliwia się, zadając kolejne pytanie: powiedz mi, wobec kogo mam zachowywać się tak, jak przystało na uczciwie myślącego bliźniego? Sugeruje Jezusowi, że należałoby zawęzić ramy określenia „bliźni” do członków ludu Bożego. „Przecież nie można żądać ode mnie filantropii, skoro mam aż nadto swoich duchowych zajęć...”.
      Marta, ukrywając swe zakłopotanie, usprawiedliwia się, wydając kolejne polecenie: „powiedz mojej siostrze, by zachowywała się wobec mnie tak, jak na uczciwie myślącego bliźniego przystało...” Sugeruje Jezusowi, że należałoby poszerzyć ramy określenia „diakon”, „sługa” i stosować je także do innych osób. „Przecież mam prawo oczekiwać i żądać zaangażowania w służbę diakonijną od innych, skoro jest jeszcze tyle do zrobienia...”.

6. Jezus zdejmuje z oczu ich obojga zasłonę.
Jezus w odpowiedzi zadaje uczonemu pytanie o jego własną opinię („zdaniem twoim...?” w oryginale: „jak mniemasz, jak ci się zdaje...”1. Drogi przyjacielu, pozwól na korektę. Nie masz racji, stawiając ten problem w sposób akademicki. Za każdym razem musisz to rozstrzygać konkretnie, życiowo i w praktyczny sposób.
      Jezus w odpowiedzi mówi Marcie: „Marto, Marto, troszczysz się i kłopoczesz ...” w oryginale: (zaledwie) „mieszasz”, „plączesz się” w swoim wyobrażeniu o służbie. Każdy przypadek musisz rozstrzygać siedząc wpierw u Moich stóp...

7. Oboje dostali klucz do rozwiązania swojego problemu.
Uczony w Piśmie, choć oczekiwał, że Jezus zawęzi zakres tego, co ma czynić, by odziedziczyć zbawienie, odesłany jest bezpośrednio do służby, do bycia bliźnim potrzebującemu... Idź, i ty czyń podobnie – gdy napotkasz potrzebującego, zaangażuj się energicznie w służbę dla jego dobra.
      Marta, chociaż oczekiwała, że Jezus zezwoli jej narzucać innym obowiązek służby miłosierdzia, odesłana jest bezpośrednio do przyjęcia postawy ucznia i słuchacza Słowa Bożego...
     Wybierz dobrą cząstkę, która nie będzie ci odjęta... – przysiadłszy u stóp Pana, słuchaj Jego Słowa.

* * *

We współczesnym Kościele daje się zaobserwować obydwie postawy:
      – współczesny uczony w Piśmie, człowiek poznania, często spogląda z góry na poranionych przez świat w różny sposób, pochylenie się nad nimi zostawiając pracownikom diakonii i opieki społecznej.
     – współczesna Marta, człowiek czynu, często spogląda z góry na dzisiejsze Marie, w różny sposób siedzące u stóp Jezusa, oczekując od wszystkich podobnego angażowania się.
     Obie postawy wymagają zmiany, innego sposobu myślenia – metanoi.
     W tym celu, by doprowadzić do upamiętania uczonego w Piśmie i Martę, Jezus posłużył się przykładem osób w pewnym sensie niewygodnych dla nich obojga. Dla uczonego w Piśmie Samarytanin to reprezentant bezbożnych, obcych i heretyków, a wszyscy wiemy, jak trudno pochylać się z miłością nad ateistą i profanem. Dla Marty Maria to reprezentant najbliższych, członków rodziny, najbliższej grupy społecznej, wspólnoty Kościoła, a wszyscy wiemy, jak trudno być bliźnim we własnym domu.
     To spotkanie ma jeszcze głębszy wyraz:
     – Uczony, który zazwyczaj siada u stóp Nauczyciela, spotyka na drodze swojego życia Tego, który wpadł w ręce nie tylko jednej zgrai łobuzów, ale całej ludzkości, poranionego, na wpół umarłego, który był umarły i ożył.
     – Aktywista, który zazwyczaj pochyla się nad poranionymi, napotyka na drodze swojego życia Tego, który jest ucieleśnionym Słowem.
     Jezus staje na ich drodze, by zobaczyli, jacy faktycznie są, by poznali prawdę o swojej miłości, a w efekcie, by się upamiętali.
     Każda i każdy z nas ma prawo do własnych koncepcji życia. Ale każdemu z nas na pewno zależy też na tym, by te koncepcje (prywatne, parafialne, diakonijne, ogólnokościelne czy jeszcze inne) były jak najbardziej spójne z Bożą wizją. Jeśli tak jest, to spróbujmy pozwolić Bogu ujawnić i pokazać nam prawdę o nas samych, skonfrontujmy się z tym niewygodnym – bo zajmującym cenny czas – poranionym człowiekiem i kłopotliwą, bo nieodwzajemniającą naszych zapatrywań, Marią. I jeszcze jedno. Nie wińmy ich za to, jacy są. Bóg stawia ich na naszej drodze po to, abyśmy pochylili się, tak nad Słowem, jak i nad drugim człowiekiem, tak nad drugim człowiekiem, jak i nad Słowem; byśmy kochali Boga z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego. Amen.

Ks. J. Wiera Jelinek

Kazanie wygłoszone w Zelowie 14 września 2003 roku podczas nabożeństwa ordynacyjnego ks. J. Wiery Jelinek

1 Ilekroć w ewangeliach pada to pytanie – wówczas Jezus stara się pytanego wyczulić i przygotować na konieczność przyjęcia korekty własnych dotychczasowych poglądów. Te opinie były przecież zaledwie jakimś „mniemaniem”, a nie wiedzą i prawdziwym poznaniem.

Modlitwa

Panie mój i Boże,
Dziękuję Tobie za dar Kościoła
i za bliźnich, których stawiasz na mojej drodze.
Wyznaję, że i ja mam swoją koncepcję wszystkiego.
Wiem, jaki jesteś (czy raczej jaki powinieneś być).
Wiem, jak powinien wyglądać Kościół,
jego zwiastowanie i diakonia. Mam swoich bliźnich
i wiem jak powinien żyć mój bliźni. Dużo wiem.
Tak mi się przynajmniej wydaje.
Ale wiem też, że są to jedynie cienie Prawdy.
Panie, zdejmij zasłonę z mego serca
i wyostrz moje narzędzia poznawcze.
Daj łaskę przyjęcia daru poznania siebie taką,
jaką Ty mnie znasz. Wciąż jest dla mnie łaska upamiętania,
póki Ty mnie znasz. Chwała Tobie, Panie!
Pomóż mi kochać Ciebie i mojego bliźniego, proszę...