Pismo religijno-społeczne poświęcone polskiemu
      ewangelicyzmowi i ekumenii

Jaroslaw Swiderski (fot. Ewa Jozwiak)W poniedziałek, 25 stycznia, tuż po północy, w wieku 85 lat, zmarł prof. Jarosław Świderski. Wiedzieliśmy, że Profesor od tygodnia był chory, słaby, z podejrzeniem COVID-19, lecz nikt nie przypuszczał, że odejdzie. To wstrząs dla całej naszej warszawskiej społeczności ewangelicko-reformowanej, to łzy wylewane przez parafian, jego rówieśników, ale też i młodszych. Dla nich, dla nas, dla mnie był bratem w wierze, ewangelikiem reformowanym z krwi i kości, świadomym swej tożsamości i wciąż pozwalającym się reformować Pismem i Duchem. Był przyjacielem, mentorem, nauczycielem, dla coraz mniej licznych kolegą z obozów młodzieży ewangelickiej, mędrcem, instancją, do której można było się odwołać i poszukać rady.

Był człowiekiem wiedzy, profesorem doktorem habilitowanym elektroniki, wieloletnim pracownikiem Instytutu Technologii Elektronowej, który wniósł wybitny wkład w rozwój nauki przemysłowej i polskiego przemysłu.

I jednocześnie był człowiekiem wiary, której owocem była miłość do Kościoła ewangelicko-reformowanego, zboru warszawskiego i praca w tych społecznościach. Służył jako członek Kolegium Kościelnego parafii warszawskiej, Prezes Konsystorza Kościoła, Prezes Synodu. Był współzałożycielem Forum Inteligencji Ewangelickiej, potem Forum Ewangelickiego.

W parafii warszawskiej organizował cykl comiesięcznych spotkań „Kręgu dyskusyjnego”, przez ostatnie lata zamieszczał w JEDNOCIE refleksje zatytułowane „Co wy na to?”.

Chcę wspomnieć prof. Jarosława Świderskiego jako człowieka głębokiej wiedzy i wiary, parafianina, współwyznawcę, mentora, przyjaciela.

Wiedza Pana Profesora, rozległa i wielowątkowa, nigdy nie stała na drodze wiary czy w sprzeczności z nią. Wręcz przeciwnie, tak jak skrupulatnie i dokładnie, w sposób klarowny i zrozumiały podchodził do swej pracy i o niej opowiadał, tak i podobnie podchodził do treści Biblii. Otoczony pracami naukowymi i książkami z dziedziny elektroniki i fizyki, by stale móc się kształcić i aktualizować swą wiedzę, zawsze miał pod ręką Biblię, która nosiła ślady częstego czytania, co było widoczne w dyskusjach na temat wiary i życia chrześcijańskiego. Nie zapomnę Jego krótkich komentarzy dotyczących moich kazań, które przekazywał mi przy wyjściu z kościoła. Te słowa dźwięczały mi tak długo i wyraźnie w uszach, że sięgałem ponownie do kazania i na nowo się nad nim zastanawiałem. To były zawsze mądre lekcje odbierane od autorytetu.

Jego wzorem postępowania w życiu w świetle wiary i ewangelicyzmu reformowanego była Pani Profesor Zofia Lejmbach. Często ją wspominał, przytaczał jej słowa, które prosto i jasno określały powinności chrześcijanina względem bliźniego. Po śmierci Pani Profesor w 1995 r. w naturalny sposób stał się kontynuatorem jej idei, myśli, postępowania. W niedzielę, 6 września 2020 r., w 25. rocznicę śmierci Zofii Lejmbach, Pan Profesor odczytał wspaniałe wspomnienie. Tymczasem On sam dla wielu był przykładem wiary, kultury prowadzenia dyskusji, niezwykłej uprzejmości w stosunku do kobiet, szacunku dla starszych i otwartości dla młodszych.

Kiedy myślę o Panu Profesorze, przypomina mi się jedno słowo, którego często używał opisując zadanie chrześcijanina: „Świadek”. Wielokrotnie mówił o tym, co to znaczy być świadkiem Chrystusa i świadczyć o Chrystusie w świecie. Świadczył o Nim całym swym życiem, pracą i wiarą.

Kochał Kresy, z których pochodził i z których po wojnie trafił do Warszawy. Potrafił zajmująco i barwnie opowiadać o tamtych miejscach i czasach, o warunkach, w jakich przychodziło żyć i wyznawać swą wiarę ewangelikom reformowanym.

Był człowiekiem przejawiającym ogromny szacunek do prawa, przepisów i regulacji umożliwiających prawidłowe istnienie parafii i Kościoła. Sam brał udział w tworzeniu Prawa Wewnętrznego Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP. Jednocześnie nie zamykał się w paragrafach, a przepisy prawa nie stały przed wymaganiami wiary. Wiedział, był przekonany, że tym, kto panuje i określa Kościół i pojedynczego człowieka, jest Duch pełen miłości. Ostatni felieton z cyklu „Co wy na to?” z JEDNOTY 4/2020 wyraźnie o tym mówi.

Podczas obrad Synodu Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP czy Ogólnych Zgromadzeń Zboru warszawskiego jego głos był niezwykle ważny, jeśli nie najważniejszy. Zawsze wypowiadał się w sposób wyważony, spokojny i jasny – i choć pełen emocji i zaangażowania, to nigdy nie pozwalał na to, by emocje wzięły górę nad merytorycznością wypowiedzi.

Dla mnie osobiście był wsparciem i pomocą. Kilka lat temu, gdy przeżywałem trudne chwile osobiste, Pan Profesor ze zrozumieniem wspierał mnie, stał przy mnie i nie pozwalał, bym bez względu na konsekwencje działał przeciwko sobie. Również, gdy począwszy od maja 2020 r. przechodziliśmy wraz z żoną trudny czas w naszej społeczności, stał przy nas, rozumiał i lojalnie wspierał, dając temu głośno i stanowczo wyraz. Niejeden raz stawał się pasterzem swego pastora.

Ważnym, jeśli nie najważniejszym elementem dopełniającym obraz Pana Profesora, jest jego sześćdziesięcioletnie małżeństwo z Panią Blanką. Przez te lata, gdy stałem w drzwiach kościoła przed nabożeństwem i witałem doń wchodzących, mogłem obserwować podjeżdżającą czerwoną taksówkę, której kierowca z czasem stał się stałym kierowcą Państwa Świderskich. Otwierały się drzwi auta i wysiadał najpierw Pan Jarosław, potem Pani Blanka. Ileż widziałem tam delikatności i miłości przejawiającej się w każdym geście, cierpliwości w odbieraniu laseczki, potem podawaniu jej, towarzyszeniu do schodów kościoła, wzajemnym prowadzeniu i podtrzymywaniu. I mądre pogodzenie się ze swoim starzeniem i słabnięciem, ale we dwoje. Obserwowałem to co tydzień i widok ten był mi tak drogi. Nie wstydziłem się mówić im obydwojgu, że ich bardzo kocham.

Minęło zaledwie kilka dni, a już w chwilach, gdy korci mnie, by odpowiedzieć lub zareagować zbyt impulsywnie na słowa i czyny bliźniego, pojawia się w mojej głowie pytanie: „Czy Pan Profesor odpowiedziałby w taki sposób? Czy to by mu się spodobało?”. Spotkanie i przyjaźń z Panem Profesorem, które owocują takimi właśnie pytaniami i refleksjami, są darem, za który jestem Mu nieskończenie wdzięczny i zobowiązany.

* * * * *

ks. Michał Jabłoński – proboszcz Parafii Ewangelicko-Reformowanej w Warszawie

 

Na zdjęciu: Jarosław Świderski (fot. Ewa Jóźwiak)