Pismo religijno-społeczne poświęcone polskiemu
      ewangelicyzmowi i ekumenii

NR 7-8 / 1980

Pomiędzy wiekiem XVI a naszymi czasami zarysowują się zaskakujące podobieństwa. Jednym z najcharakterystyczniejszych wydaje się zakwestionowanie obrazu człowieka przez najwybitniejszych myślicieli.

Wstrząsy, jakie towarzyszyły Odrodzeniu i odkryciu Nowego Świata, stawiały ludzi przed niepokojącym pytaniem o sens ich własnego istnienia. Reformacja nie tylko ponownie odkryła Boga, ale dała też zdecydowaną odpowiedź na pytanie, kim jest człowiek. Dzisiaj znaleźliśmy się na podobnym rozdrożu. Tragiczne wydarzenia ostatnich dziesięcioleci, które pogrążyły ludzkość we krwi, niespotykany ciąg okrucieństw oraz wywołana odkryciami naukowymi rewolucja w sposobie myślenia - zmusiły wszystkich myślących ludzi, zarówno tych zwyczajnych jak i uczonych, do postawienia sobie pytania, kim jest ta dziwna istota nazywana człowiekiem. Skąd pochodzi i dokąd zmierza? W jaki sposób może siebie najlepiej poznać?

Pytanie to wywołuje niepokój, ponieważ wyczuwamy, że nie da się niczego dobrego w życiu dokonać, dopóki nie znajdziemy odpowiedzi. Jeżeli nie wiem, kim jestem, nie potrafię naprawdę kochać; mężczyzna i kobieta, choć są razem, nie mogą się spotkać, praca staje się czynnością bez sensu, społeczeństwo zaczyna się rozkładać, znikąd nie widać żadnej nadziei.

Dla większości ludzi naszych czasów to pytanie pozostaje otwarte. Ich niepokój wzrasta, gdy spostrzegają, że odpowiedzi jakie otrzymują, są zwodnicze. Czy nie każe im się wierzyć, że ludzie dzielą się dziś na dwie grupy - na ateistów i wierzących w Boga? I że trzeba swoje życie poświęcić dla jednej z tych grup? Odkrywają jednak bardzo szybko, że ateizm można spotkać wszędzie, ateizm dogmatyczny albo ateizm pragmatyczny. Współcześni filozofowie i wielu pisarzy dokonuje swego rodzaju zabiegu higienicznego w życiu umysłowym i duchowym. Niezaprzeczalną ich zasługą jest obnażenie fałszu ukrytego w mieszaninie ideologii politycznej i idealizmu religijnego, ciągle jeszcze wielu ludziom w naszych Kościołach zastępującą prawdziwe chrześcijaństwo. Czy jednak filozofowie wprowadzają jakieś konstruktywne wartości? Ich pesymistyczne zanegowanie wartości osoby ludzkiej zmusza jedynie do pilnego poszukiwania nowego modelu człowieka. Dlatego jest rzeczą tak ważną, aby przed podjęciem dyskusji i działania we współczesnym świecie dowiedzieć się, kim właściwie jest człowiek. Nie da się wypracować żadnej moralności ani prowadzić skutecznej polityki, dopóki nie damy sobie odpowiedzi na to podstawowe pytanie. W głównych zarysach ewangelicznego humanizmu Jana Kalwina znajdziemy wiele myśli, które nic nie straciły na aktualności. W tym szkicu pragniemy właśnie przyjrzeć się, czego on uczy o naturze ludzkiej i o społeczeństwie.

PODSTAWY HUMANIZMU KALWIŃSKIEGO



U początków poszukiwań prawdziwej natury człowieka humaniści i reformatorowie podali sobie rękę zwalczając chrześcijaństwo tradycyjne. Kościół, który stał się celem samym w sobie, zamknął człowieka w ciasnych granicach religii, zamiast go wyzwolić przyprowadzając do Chrystusa. Tak więc, zarówno humaniści jak i reformatorowie podjęli wysiłek odkrycia prawdziwego oblicza człowieka, pozbawionego fałszywej maski mistycznej i uwolnionego od wszelkich zależności społecznych, które go odtąd wypaczały. Wkrótce jednak ich drogi się rozeszły.

Niektórzy humaniści, zapatrzeni w pogańską starożytność wyniesioną do wielkiej godności, szczególnie przez włoskie Odrodzenie, podziwiali w człowieku to, co decydowało o jego zewnętrznym uroku - sztukę, kulturę, jego instynkt społeczny, wdzięk czy zdolności polityczne. Taki obraz zupełnie im wystarczał. Nie próbowali nawet, poza samym człowiekiem i poza otaczającą go naturą, szukać odpowiedzi na pytanie o jego przeznaczenie.

Inni humaniści, zwłaszcza teologowie przyznający się do dziedzictwa najbardziej autentycznej tradycji chrześcijańskiej, nie chcieli pogodzić się z takim uproszczeniem, z tak abstrakcyjnym obrazem człowieka. Nie da się poznać człowieka bez Boga, bo tylko On może nam powiedzieć, kim naprawdę jesteśmy. Z gwałtownością, która wywołała wiele polemik, odrzucali więc twierdzenia tych humanistów, którzy chcieli poznawać człowieka jedynie w nim samym. We Francji klimat był jednak inny. Humaniści mieli tam więcej szacunku dla teologii. Powrót do starożytności, zalecany przez idee Odrodzenia, oznaczał dla takich ludzi, jak Lefevre d'Etaples, Małgorzata Nawarska, Wilhelm Budé, a nawet Franciszek Rabelais - powrót do źródeł kultury żydowskiej i chrześcijańskiej, a więc do Starego i Nowego Testamentu. Trzeba jeszcze dodać, że pod czystym niebem francuskim problem Boga nie przybierał tak mistycznych form, jak w zamglonych Niemczech. Poszukiwano żywego Boga nie tyle w ludzkiej duszy, co w Słowie Bożym, w objawieniu danym przez Ducha Świętego, który rozjaśniał starożytne świadectwo proroków i apostołów. Teocentryzm reformatorów nie wykluczał tak dramatycznie antropocentryzmu humanistów, ponieważ obie metody w różny sposób mogły naświetlać problem człowieka.

Precyzyjne rozróżnianie odrębnych zakresów różnych dziedzin wyjaśnia swobodę, z jaką Kalwin potrafił łączyć olśniewające osiągnięcia humanistów z niezastąpionym wykładem teologicznym nie popadając w złudne syntezy, którym hołdowali scholastycy rzymscy i które były przyczyną niesłychanie ostrej krytyki Erazma przez Lutra.

Kalwin był humanistą. Był nim w stopniu najwyższym, ponieważ do zalecanego przez humanistów poznania człowieka przez siebie samego umiał dodać poznanie człowieka, jakie Bóg objawia swemu stworzeniu przez Jezusa Chrystusa. Kalwinowi nie chodziło o odwracanie się plecami do humanizmu, lecz o przewyższenie go i nadanie mu szerszej perspektywy. Od poznania czysto antropocentrycznego usiłował przejść do poznania pełnego człowieka, który ma swój punkt odniesienia w Bogu. Wprawdzie ostro sprzeciwiał się niekiedy humanistom, ale swego sprzeciwu nie kierował ku humanizmowi jako takiemu, lecz ku ateizmowi i wyłącznemu antropocentryzmowi niektórych humanistów pogrążonych w intelektualnej pysze i charakteryzujących się wiarą w nieograniczone możliwości człowieka, co było sprzeczne z widzeniem chrześcijańskim.

Krótko można powiedzieć, że Średniowiecze zajmowało się teologią, nauką o Bogu, zaś Odrodzenie zajmowało się humanizmem, nauką o człowieku. Natomiast Kalwin zajmował się humanizmem teologicznym i społecznym, obejmującym naukę o człowieku i o społeczeństwie, realizowaną z jednej strony dzięki poznaniu człowieka przez człowieka, a z drugiej - człowieka przez Boga. Spróbujemy teraz odpowiedzieć na pytanie, kim jest ten człowiek w oczach Kalwina-humanisty.

NATURA CZŁOWIEKA



Kalwin uważa, że stawianie człowiekowi takiemu, jakim jest dzisiaj, pytania o jego naturę jest bezcelowe, a to dlatego, że w swoim obecnym stanie nie potrafi on o sobie powiedzieć niczego pewnego. Zachował jedynie mętne i głuche wspomnienie swego rzeczywistego obrazu. Nie jest już człowiekiem takim, jakim był, nie jest już odpowiednikiem swej oryginalnej postaci, ponieważ jego natura została zniekształcona przez grzech. Może, oczywiście, swoim rozumem przeniknąć pewne cechy swej ziemskiej natury, struktury fizycznej i umysłowej oraz poznać mechanizmy społeczne. Kalwin bardzo podkreślał, że w pewnym zakresie, ale zupełnie wystarczająco, można poznać właściwości fizyczne, intelektualne, a także polityczne ludzkiej osoby, czym w istotny sposób przyczynił się do rozwoju nowoczesnej nauki (zwraca uwagę wielka liczba uczonych protestanckich na Zachodzie w wiekach następnych).

Jednakże na drodze rozumu nie jesteśmy w stanie zdobyć bardziej pogłębionej i rozszerzonej wiedzy o człowieku i o społeczeństwie, ponieważ ostateczne wnioski co do jego natury mogą być zakomunikowane jedynie przez Boga, a naturalny związek człowieka z Bogiem został zerwany i nie ma żadnej drogi, która by prowadziła od człowieka do Boga. W tym przekonaniu ujawnia się to, co bywa nazywane pesymizmem Kalwina, a co w rzeczywistości jest wyrazem konsekwentnego wyciągania wniosków z Ewangelii.

Człowiek jest niezdolny sam zbliżyć się do Boga. Jedynie Bóg może z własnej inicjatywy przybliżyć się do swego stworzenia. Tę możliwość wykorzystuje kierując do człowieka swe Słowo - posyła na ziemię jedynego Syna, który jest Jego odwiecznym Słowem. To Chrystus przeniknął do samego jądra człowieczeństwa, On, który od całej wieczności istniał w Bogu.

Prorocy i apostołowie dawali o Nim wyraźne świadectwo przed i po Jego pojawieniu się. Co takiego mówi nam Słowo Boże o człowieku? Pokazuje pięć kolejnych prawd:

  1. Przede wszystkim mówi nam, kim byliśmy na początku w Bożych zamiarach i jaka jest prawdziwa, oryginalna natura ludzka.
  2. Dalej mówi o tym, kim jesteśmy obecnie, jakie jest nasze człowieczeństwo w porównaniu do naszej natury pierwotnej.
  3. Następnie ukazuje nam, w jaki sposób Bóg zabrał się do odnowienia człowieczeństwa w człowieczeństwie swego Syna, Jezusa Chrystusa.
  4. Poucza nas też o tym, kim już tu na ziemi możemy się stać, my, upadli ludzie, jeśli pozwolimy Bogu tak zająć się nami, abyśmy mogli skorzystać z odrodzonego w Chrystusie człowieczeństwa.
  5. Pokazuje wreszcie, kim będziemy w doskonałym świecie Bożym, kim staniemy się w końcu czasów, gdy już całkowicie przyjmiemy swoją nową naturę.

Kim więc był ten człowiek oryginalny? Słowo Boże daje ogromnie pochlebny obraz pierwotnego człowieka, obraz, jakiego żaden humanista nie ośmieliłby się nawet naszkicować. Oto człowiek ten został stworzony na obraz Boży. "Jest to najszlachetniejsze i najwspanialsze arcydzieło, które odzwierciedla sprawiedliwość, mądrość i dobroć Boga" - pisze Reformator. Ponadto człowiek został postawiony na szczycie całego stworzenia, które ma jemu służyć. "Jest on jak oficer Boży, który ma rządzić światem" - mówi Kalwin. Jego powołanie nakazuje mu badanie wszelkich bogactw ogromnego wszechświata i podporządkowywanie ich sobie.

Przy tym wszystkim człowiek pozostaje tylko człowiekiem: sam jest podporządkowany swemu Stwórcy. Jego wolność polega na podporządkowaniu się Bogu; nie cieszy się prawdziwą wolnością, jeśli nie uczestniczy w wolności Boga, pozostając Mu podporządkowany. Poza tą wolnością - przyjętą przez podporządkowanie się z miłości, bez przymusu - istnieje tylko niewola, zniszczenie samego siebie. Człowiek traci swoją wolność w chwili, gdy dążąc do poznania samego siebie i do swej własnej wolności, oddala się od Boga, który jest wolnością. Popada w zależność od świata, od siebie i od natury, nazywając tę zależność swoją wolnością. Tak właśnie wygląda stan dzisiejszego człowieka. Przypuszczając, że wybiera poza Bogiem wolność, popada codziennie w zależność. Jest niewolnikiem samego siebie, a jego niezależność oznacza jego ruinę. Zmierza więc ku śmierci, która jest kresem każdego dzisiejszego człowieka. Człowiek, jakiego znamy, poznawany przez naukę, psychologię, ukazywany w literaturze jako świecki humanista - nie jest autentycznym człowiekiem. Jest zaledwie bladym wspomnieniem prawdziwego człowieka, jego falsyfikatem, karykaturą. Nie ma nadziei, żeby cokolwiek osiągnął, bo wszystko, czego by się podjął przy swoich cudownych zdolnościach, które w nim świadczą jeszcze o wspaniałości Bożego dzieła, prowadzi do śmierci i śmiercią się kończy.

Beznadziejna analiza kondycji ludzkiej, jaką po Kalwinie tak jasno przeprowadzają wszelkiego rodzaju Camusowie. jest prawdziwsza, bardziej realistyczna i bardziej ewangeliczna od tego, co mówią religijni lub świeccy idealiści, którzy wbrew swoim zamiarom oszukują zwykłego człowieka każąc mu wierzyć, że wystarczy wyobrazić sobie, kim chciałby być, aby takim rzeczywiście się stał.

Pesymistyczny pogląd na człowieka to nie wszystko, co Kalwin zapamiętał z Ewangelii. Humanizm reformowany różni się zasadniczo od ateistycznego humanizmu naszych czasów. Kalwin bowiem pamięta o innym Człowieku, który był wśród ludzi, o Człowieku nowego stworzenia, o nowym Adamie, odwiecznym Chrystusie, który na jakiś czas stał się Jezusem historycznym, synem Marii. W Nim właśnie odnajdujemy tego człowieka oryginalnego - prawdziwy obraz Stwórcy. Jest On naturalnym Synem Marii, a jednocześnie umiłowanym Synem Boga, w którym działa moc Ducha Świętego. Ten to prawdziwy Człowiek, zupełnie wolny, obdarzony pełnią człowieczeństwa, był zdolny całkowicie podporządkować się Bogu, robiąc to bez żadnego przymusu, dzięki więzom miłości łączącym Go z Ojcem. Od chwili, gdy On się pojawił na ziemi, człowiek upadły i wynaturzony, a wiec każdy z nas, wszelka ludzka istota, będzie mógł w tym doskonałym Człowieku znaleźć drogę odnowienia samego siebie. Do jakiejkolwiek rasy należy, jakąkolwiek religię wyznaje, w jakimkolwiek kraju mieszka, może odzyskać swe człowieczeństwo, gdy będzie słuchał Jezusa Chrystusa i szedł Jego śladem. Gdy przez pokutę (i chrzest) człowiek wejdzie w społeczność z Chrystusem zmartwychwstałym, który w sposób niewidzialny jest wszędzie obecny, otrzyma nową, prawdziwą naturę. Ta nowa natura, odzyskana przez tego, kto całkowicie powierzył siebie Chrystusowi, jest w tym życiu jedynie częściowo wyczuwalna i choć pojawia się codziennie na nowo przez uświęcenie, to jednak aż do śmierci będzie przesłonięta przez grzech. Dopiero w świecie przyszłym ujrzymy ją w stanie doskonałej pełni. Tutaj, na ziemi, człowiek wierzący jest uwikłany aż do śmierci w sprzeczność między człowieczeństwem prawdziwym a wynaturzonym. Pozostaje aż do końca swych dni grzesznikiem - usprawiedliwionym, odrodzonym, ale tym niemniej grzesznikiem.

Tak wygląda w ujęciu Kalwina autentyczna natura ludzka, rzeczywisty, dramatyczny i pełen dynamiki obraz człowieka.

DYNAMIZM OSOBY LUDZKIEJ



Takiego człowieka, którego wizję właśnie przedstawiliśmy, Duch Święty codziennie odnawia i zachęca do nieustannej walki, trzymania się w karbach, do prawdziwej ascezy. Człowiek nowy, odrodzony przez Chrystusa, musi bez przerwy walczyć i z sobą, i z mocami tego świata, które usiłują go na nowo zepchnąć na drogę oddalającą od Boga. Jednakże łaska, jaką otrzymał, nie pozwala mu w tej walce na bierność, pobudza go do aktywnego działania, wydobywa na wierzch ukryte możliwości. Aby dobrze nimi się posłużyć i osiągnąć pełnię człowieczeństwa, musi człowiek w każdej chwili walczyć z własnymi ułomnościami. Gdy wyłamuje się spod woli Boga, wyrażonej w Starym i Nowym Testamencie, niszczy samego siebie, zniekształca i fałszuje swe człowieczeństwo, wreszcie traci wolność. Aby wytrwać w człowieczeństwie, musi mocno trzymać się w karbach. Przede wszystkim chodzi o dyscyplinę duchową. Dzięki modlitwie i stałemu, systematycznemu, dobrze zorganizowanemu przyswajaniu sobie treści Pisma świętego ciągle odnawia w sobie wspólnotę z Jezusem Chrystusem. Dzięki panowaniu nad swymi myślami, uczuciami i ciałem wykazuje, że znajduje się pod wpływem Ducha Świętego. Przez dynamikę działania i odpowiednie postępowanie - jako jednostka i członek społeczeństwa - świadczy wobec otoczenia o swoim podporządkowaniu miłości Bożej. Powtórzmy jednak, że ta dyscyplina, ten chętnie podjęty obowiązek panowania nad sobą, jest darem od Chrystusa, gdy człowiek wyrzeknie się samego siebie. Dynamika Ducha Świętego, siła miłości, kieruje człowieka ku bliźniemu. Gdyby temu swym postępowaniem zaprzeczył, pozbawiłby się człowieczeństwa. Zastanówmy się wiec teraz nad związkami jednostki ze społeczeństwem.

STRUKTURA SPOŁECZEŃSTWA



To, co dotychczas powiedzieliśmy na temat osoby ludzkiej i jej natury, nie wystarczy do pełnego jej scharakteryzowania, ponieważ mówiliśmy wyłącznie o człowieku, tak jakby mógł on istnieć sam, bez związku z innymi ludźmi. Ewangeliczny humanizm Kalwina jest przede wszystkim humanizmem społecznym. Człowiek z natury rzeczy jest naprawdę człowiekiem o tyle, o ile żyje z innymi ludźmi. Dopiero związki z bliźnim stanowią o pełni człowieczeństwa. "Człowiek został stworzony przez Boga jako istota towarzyska" - mówi Kalwin.

Towarzyski charakter człowieka ujawnia się przede wszystkim w związku małżeńskim, a rodzina jest jego właściwym stanem. Dopełnia się on przez prace i wymianę dóbr ekonomicznych. Wspólnota między ludźmi urzeczywistnia się dzięki związkom, jakie wynikają z podziału pracy. Każdy człowiek został powołany przez Boga do wykonywania sobie właściwego zawodu, który jest cząstką uzupełniającą powołania innych. Wzajemna wymiana dóbr i usług wyraża wzajemną odpowiedzialność, która łączy całą rodzinę człowieczą. Powołaniem człowieka jest więc życie w gromadzie - w małżeństwie, w rodzinie i wśród ludzi pracujących.

Odchodząc od Boga, aby zdobyć wymarzoną wolność, zaszkodził człowiek nie tylko sobie samemu jako jednostce, ale jednocześnie wypaczył swe związki społeczne i wymianę ekonomiczną. Chciał poza Bogiem znaleźć wolność osobistą, a w rezultacie pogrążył się w złożoną niewolę swej natury, życia seksualnego i uczuciowego oraz pracy. Cala naturalna hierarchia została zachwiana. Upadek człowieka postawił w fałszywej sytuacji życie małżeńskie, rodzinne i społeczne.

Tak więc społeczeństwo, w którym żyjemy, w którym zawieramy i rozłączamy związki małżeńskie, łączymy i zrywamy społeczne związki pracy, społeczeństwo, w którym działają politycy, społeczeństwo ściśle określone, a jednocześnie nieuchwytne, badane przez socjologów - nie jest tym społeczeństwem, jakim było na początku. Jest ono zdezorganizowane, do samych podstaw wypaczone i jego prawdziwa natura wymyka się naszej możliwości poznania. Poglądy Rousseau, który twierdzi, że społeczeństwo wypacza ludzi, nie mają nic wspólnego z nauczaniem biblijnym. Społeczeństwo jest wypaczone, ponieważ takie są jednostki. Jest ono zaledwie szczątkiem pierwotnego, powstałego w zamiarze Boga. Bóg jednak chce je odbudować dając mu szansę odnowienia.

W jaki sposób może się ono odnowić? Mówiliśmy wyżej o nowym człowieczeństwie, jakie otrzymaliśmy przez wspólnotę z Chrystusem. Trzeba podkreślić, że człowiek nigdy nie otrzymuje nowej natury sam. Narodzenie do nowego życia jest ze swej istoty wydarzeniem społecznym. Nie istnieje nic takiego, jak indywidualne życie chrześcijańskie. Twierdzenie, że coś takiego mogłoby istnieć, jest pomyłką, religijną iluzją. Wspólnota z Chrystusem czyni bowiem z człowieka część ciała, którego głową jest Chrystus, a każdy chrześcijanin, odrodzony przez wiarę, staje się jego nierozerwalną cząstką. Znaczy to, że nikt nie może być chrześcijaninem poza widzialną wspólnotą Kościoła. "Wybrańcy Boży - mówi Kalwin - są tak ze sobą związani w Jezusie Chrystusie, że zależąc od jednego Pana, tworzą jedno ciało". Sam Kościół, podobnie jak jego członkowie, choć zewnętrznie podzielony, jest na całym świecie i we wszystkich czasach tylko jeden. "Kościół jest nazywany katolickim albo powszechnym, ponieważ nie można z niego zrobić dwóch czy trzech bez rozdarcia Jezusa Chrystusa, gdyby to było w naszej mocy..." - mówi Reformator.

Instytucja kościelna, zorganizowany Kościół, niekoniecznie i nie zawsze musi równać się Kościołowi Jezusa Chrystusa. Może bowiem stać się (i często tak się w historii dzieje) po prostu religijną organizacją, która nawet wypiera się Chrystusa, choć posługuje się Jego imieniem. Z drugiej jednak strony nie ma rzeczywistego życia chrześcijańskiego poza widzialną wspólnotą, choćby była najmniej liczna i z ludzkiego punktu widzenia - najsłabsza. "Nie może się bowiem zdarzyć - pisze Kalwin - żeby ludzie naprawdę przeświadczeni o tym, że Bóg jest ich wspólnym Ojcem, a Jezus ich Panem, nie byli związani wzajemną braterską miłością i nie łączyli się ze sobą dla wspólnego pożytku".

Istnienie w społeczeństwie komórki, jaką jest wspólnota chrześcijan, stanowi zalążek społecznego odrodzenia, pod warunkiem jednak, że jest to wspólnota rzeczywiście chrześcijańska. Wspólnota Kościoła, wspólnota ludzi odkupionych przez Chrystusa, jest zalążkiem świata zupełnie nowego, w którym stosunki społeczne, dotychczas wypaczone, odzyskają swoją pierwotną postać. To właśnie we wspólnocie Kościoła, w zborze odrodzonych i wierzących ludzi można dostrzec obraz odnowionych stosunków społecznych, takie społeczeństwo, jakiego chce Bóg. Jest to, oczywiście, obraz mimo wszystko ułomny z powodu ciągłego istnienia grzechu w życiu każdego chrześcijanina, tym niemniej najbardziej zbliżony do tego, co zamierzył Bóg. Dzięki czynnej obecności Chrystusa wszystkie naturalne komórki skażonego społeczeństwa odnajdują w Kościele swój zdrowy kształt, jaki im został nadany na początku.

Przyjrzyjmy się najpierw małżeństwu. Nadając mężczyźnie i kobiecie prawdziwe człowieczeństwo, pozwala im Chrystus wzajemnie się odnaleźć. Dzięki codziennej pomocy Chrystusa małżeństwo, naturalnym biegiem rzeczy podzielone, może odzyskać swoją jedność. Znikają skłonności mężczyzny do traktowania kobiety jako istoty niższej. W Chrystusie nie ma już mężczyzny ani kobiety, jak pisze Paweł. Kalwin zaś mówi, że "nie ma żadnego względu na mężczyznę czy kobietę. Albowiem w Królestwie Bożym, które jest wartością duchową, nie ma żadnej różnicy między płciami".

Z drugiej jednak strony tym, którzy nie wstępują w związek małżeński, pozwala Chrystus odważnie i z radością żyć w ich powołaniu. W naszym pełnym nieładu społeczeństwie, temu, kto z wiarą przyjmuje swój stan bezżenny, daje on możliwość pełniejszego życia, niż gdyby żył w małżeństwie bez społeczności z Chrystusem. Również w rodzinie pośrednictwo Chrystusa może przywrócić więzi rodzinne tak łatwo rozrywane przez różnorodne siły grzechu.

Zajmijmy się jeszcze innymi formami współżycia społecznego. Istnieją różnego rodzaju stosunki społeczne. Wspólnota z Chrystusem znosi lub przezwycięża wszelkie podziały społeczne, które dzielą ludzi i niszczą harmonię społeczną. Jeśli chodzi o stosunki dotyczące pracy, to przypomnijmy znowu zdanie Pawła, że w Chrystusie nie ma niewolnika ani człowieka wolnego. Znaczy toz że chrześcijanie, jeśli żyją autentyczną wiarą, mają świadomość swego określonego miejsca w środowisku społecznym i traktują swych braci i siostry po bratersku, bez żadnej dyskryminacji.

To samo dotyczy stosunków między narodami. Różnorodność charakteru narodowego jest bogactwem i należy je pielęgnować. Z drugiej jednak strony, nacjonalizm, który wynosi te cechy ponad wszystko i robi z nich rzeczy święte, odznacza się zgubnymi cechami pogaństwa, wypaczającymi ludzkie społeczeństwo. I jeszcze raz św. Paweł: w Chrystusie nie ma ani Żyda, ani Greka. Znaczy to, że w łonie powszechnej wspólnoty chrześcijańskiej wszelkie antagonizmy narodowe przestają istnieć, a cudzoziemiec jest przyjmowany jak brat.

W związku z tym trzeba przypomnieć, jak ostro Kalwin zwalczał w Genewie nacjonalizm religijny, ową wynaturzoną postać patriotyzmu. Nacjonalizm religijny pojawia się za każdym razem, gdy ojczyzna staje się świętością ponad wszystko, a kult przodków i narodu utożsamia się z religią chrześcijańską. Autentyczność Kościoła chrześcijańskiego można rozpoznać po duchowym, jasnym ustosunkowaniu się do tych spraw i po odrzuceniu wszelkiego dwuznacznego pomieszania pojęć. Nie trzeba już dodawać, że zniesienie różnic rasowych jest również cechą charakterystyczną autentycznej wspólnoty chrześcijańskiej.

Jedność duchowa między członkami ciała Chrystusowego szczególnie ujawnia się podczas wspólnej Wieczerzy Pańskiej, czemu musi towarzyszyć wzajemna wymiana usług i dóbr. Brak jej dowodzi, że wspólnota duchowa jednostek jest czczą iluzją religijną, niebezpiecznym oszustwem. Kalwin mówi, że "święci o tyle tylko są związani ze wspólnotą Chrystusową, o ile wzajemnie dzielą dary, które im zostały przez Boga udzielone". Z poczucia tego właśnie obowiązku narodził się w Kościele diakonat, organizacja typowo kalwińska. Jest to organ powołany do dzielenia dóbr i usług przez członków wspólnoty między sobą i na zewnątrz.

Tych kilka przykładów pokazuje nam, jak społeczny humanizm Kalwina zajmuje się nie tylko sprawą odnowienia prawdziwego człowieczeństwa w jednostce ludzkiej, ale również sprawą odnowienia różnych form, w jakich funkcjonuje społeczeństwo. Odnowienie społeczeństwa, o którym właśnie mówiliśmy, jest dziełem Chrystusa, dokonanym w łonie wspólnoty wierzących, w łonie Kościoła. Prawdziwy Kościół zaś nigdy i nigdzie nie zmiesza się z całością społeczeństwa, które, żyjąc obok wspólnot chrześcijańskich, trwa nieświadome możliwości swego odrodzenia. Co więcej, sam Kościół podlega na ziemi tylko częściowemu odrodzeniu, aż do końca czasów skrępowany panującym tu nieładem. Im bardziej świat jest pozostawiony samemu sobie, tym bardziej pogrąża się w chaosie. Pojawienie się Kościoła i narodzenie nowej ludzkości w łonie starej nie wystarczy do powstrzymania sił niszczących osobę ludzką i społeczeństwo. Zbyt mocny jest opór wśród ludzi przeciw odrodzeniu, jakie przyniósł Chrystus. Kościół zaś, którego obowiązkiem jest świadczyć o tym odrodzeniu, zbyt słabe ma przekonanie o swym misyjnym posłannictwie, aby mógł przeniknąć cały organizm społeczny.


Artykuł został opracowany na podstawie książki André Biélera, profesora uniwersytetów w Genewie i Lozannie: L'humanisme sociale de Calvin, Edition Labor et Fides, Geneve 1961.