Pismo religijno-społeczne poświęcone polskiemu
      ewangelicyzmowi i ekumenii

NR 1/2020, s. 43–44

Domy (grafika: aalmeidah/pixabay)
(grafika: aalmeidah/pixabay)

 

W czasie Holokaustu niektórzy polscy antysemici głosili hasło: „Na Niemców wina i zbrodnia, dla nas klucze i kasa”. Czy całkowicie ono już przebrzmiało? Wydaje się, że problem moralny Polaków z mieniem pożydowskim jest wciąż aktualny. Można i trzeba się z nim skutecznie i godnie uporać.

To w Kongresie USA jeden z druków parlamentarnych otrzymał oznaczenie „447” i pod tą nazwą amerykańska ustawa z 2017 r. o zadośćuczynieniu stratom ofiar Holokaustu zasłynęła na świecie. Wywołała szerokie poruszenie, a nawet wściekłość niektórych. Manifestanci z transparentami „Stop 447” pojawili się także przed kancelarią premiera w Warszawie. Emocje w tym kontekście są zrozumiałe. Uchwalona za oceanem ustawa nakłada na dyplomację Stanów Zjednoczonych obowiązek wspierania środowisk żydowskich zabiegających o rewindykację mienia ofiar Zagłady, w tym także mienia, w przypadku którego nie ma spadkobierców (tzw. mienie bezspadkowe). Ten akt prawny nie wiąże Polski, lecz jest ona – wraz z innymi 45 państwami – stroną „Deklaracji Terezińskiej” z 2009 r., w której nasze państwo zobowiązało się dołożyć starań, by uregulować sprawę dawnego majątku, zwłaszcza nieruchomości, Żydów polskich.

Występujące w tej sprawie liczne problemy prawne wiążą się ściśle z wielkim problemem natury moralnej. Także polskim problemem moralnym. W II Rzeczpospolitej mieszkało bowiem ponad 3 mln Żydów. Celem przeprowadzonego przez Niemców, Austriaków i ich pomocników Holokaustu był nie tylko czyn najstraszniejszy, czyli fizyczne wymordowanie społeczności żydowskiej, ale także zagrabienie jej majątku. Po wojnie duża część mienia żydowskich obywateli RP znalazła się na terenie ZSRR. Ile nieruchomości należących do polskich Żydów przed 1 września 1939 r. znajduje się na dzisiejszym terytorium naszego kraju? Dane z tego zakresu są przedmiotem sporu. Należy jednak mówić o majątku należącym kiedyś do co najmniej miliona obywateli.

Ustawa 447 musi budzić w Polsce silne emocje, gdyż setki tysięcy pożydowskich nieruchomości zostało zasiedlonych przez ludność polską. Zajęcie to było w większości przypadków uzasadnione. Nikt przecież nie może oczekiwać, że niezliczone opuszczone domy i mieszkania bez końca będą stały puste. Zażenowanie i wstyd mógł budzić proces przejmowania niektórych z nich, zwłaszcza jeśli uczestniczyli w nim szmalcownicy i inni dobrowolni pomocnicy nazistowskiej machiny eksterminacji. Nie podejmiemy tutaj jednak kwestii udziału Polaków w Holocauście, chociaż zasługuje ona na wiele wszechstronnych i pogłębionych analiz. Zasygnalizujmy raczej potrzebę konstruktywnego podejścia do posiadającego silny aspekt etyczny problemu żydowskiego „mienia bezspadkowego”.

W wielu przypadkach prawo polskie umożliwia – choć jest to istna „droga przez mękę” – odzyskanie mienia żydowskiego przez potomków dawnych właścicieli. Holokaust jednak wyniszczył doszczętnie setki tysięcy (jeśli nie więcej) rodzin, z których nie ocalał dosłownie nikt. W przypadku ogromnej liczby nieruchomości nie żyje jakikolwiek spadkobierca. W tym kontekście głoszona jest koncepcja, by prawo do nich uzyskały zagraniczne organizacje np. zajmujące się ocaleńcami z Zagłady lub zwalczające antysemityzm i inne postawy ksenofobiczne. Mimo niekwestionowanego znaczenia i dorobku wielu z tych instytucji, wizję przekazania im własności mienia pożydowskiego w Polsce lub zadośćuczynienia za nie należy uznać za bezzasadną. Najkrócej mówiąc: nie można posegregować obywateli polskich według kryterium etnicznego, narodowego, wyznaniowego lub podobnego i pozostały po jednej z takich grup majątek przekazać związanym z nią organizacjom międzynarodowym. Takiego zabiegu nie sposób uzasadnić nawet okolicznością niezrównanej tragedii, którą był Holokaust. Tytuł do mienia bezspadkowego może mieć tylko państwo.

Nie sposób jednak zakończyć wypowiedzi o żydowskim mieniu bezspadkowym powyższymi stwierdzeniami. Właśnie ze względu na fakt bestialskiego wymordowania naszych współobywateli i ze względu na stratę, jaką poprzez to odnieśliśmy jako społeczeństwo, niezbędne jest jak najpełniejsze uszanowanie ich spuścizny. Byli tutaj od średniowiecza, przez stulecia współkształtowali naszą kulturę i pomyślność gospodarczą. Po antysemickim preludium urządzonym w latach 30. przez polskich nacjonalistów, z niewyobrażalnym sadyzmem zostali niemal w całości zepchnięci przez hitlerowców w otchłań śmierci. Dlatego nie może być zgody na pogrobowy triumf niemiecko-austriackiego nazizmu polegający na niemal całkowitej eliminacji żydowskich i judaistycznych śladów z przestrzeni naszego kraju. Szczególną odpowiedzialność za zmianę sytuacji w tym względzie mają chrześcijanie wszystkich wyznań, gdyż to my w większym lub mniejszym stopniu przez stulecia współtworzyliśmy warunki dla rozwoju nienawiści wobec Żydów.

W Polsce jest 314 powiatów i 66 miast na prawach powiatu. Chyba wszędzie tam można odkryć ślady obecności Żydów. W ramach moralnego zadośćuczynienia w stosunku do dawnej społeczności żydowskiej można w każdym z tych miejsc znaleźć obiekty (synagogi, domy modlitwy, budynki szkolne, gmachy należące do stowarzyszeń żydowskich) związane z jej historią, które staną się – nazwijmy to – stałymi ambasadami wielokulturowości, harmonii społecznej i nowoczesnego podejścia do pluralizmu. Nie chodzi o budowanie kolejnych muzeów, choć dokumentowanie przeszłości zawsze jest wskazane i niemało już w tym zakresie zrobiono. Chodzi raczej o stworzenie dobrze wyposażonych, rozwiniętych technologicznie, zaadresowanych do wszystkich grup wiekowych, zwłaszcza do młodzieży, ośrodków kulturalnych, gdzie młodzi i starsi ludzie zaspokajać będą swoje potrzeby intelektualne i duchowe, pamiętając przy tym, że te konkretne miejsca zawdzięczają wysiłkowi i staraniom wielu pokoleń Żydów. Ośrodki takie (np. z czytelniami, bibliotekami, salami komputerowymi, urządzeniami teatralnymi) byłyby z jednej strony formą utrwalenia pamięci o wielokulturowej Rzeczpospolitej i tragedii wykluczenia 10 proc. przedwojennego społeczeństwa, z drugiej zaś centrami kształtowania świadomości, że tylko respektowana i pojednana różnorodność jest kluczem do dobrobytu narodowego i pokoju.

W czasie Holokaustu niektórzy polscy antysemici głosili hasło: „Na Niemców wina i zbrodnia, dla nas klucze i kasa”. Czy całkowicie ono już przebrzmiało? Wydaje się, że problem moralny Polaków z mieniem pożydowskim jest wciąż aktualny. Można i trzeba się z nim skutecznie i godnie uporać. Czy dla któregokolwiek z blisko 400 powiatów w naszym kraju ciężarem nie do udźwignięcia jest stworzenie centrów nowoczesnego upamiętnienia spuścizny Żydów polskich i inspirowania współczesnych Polaków do gotowości zgodnego życia w pluralistycznej Europie?

* * * * *

Tadeusz J. Zieliński – profesor nauk teologicznych, doktor habilitowany nauk prawnych, prorektor ds. kształcenia i rozwoju Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie

 

Czytaj też: