Jak śmierć Boga spotkała się z Bożym życiem – o seminarium pt. "Czytamy Nietzschego" w Żychlinie

Nieczęsto grupa chrześcijan decyduje się na konfrontację swoich przekonań z tak dosadną krytyką, jaką popełniał w swoim życiu Fryderyk Nietzsche. Być może dla części ludzi wierzących byłby to zamach na własne wartości, ale może od początku.

Grupa ewangelików, tak augsburskich, jak i reformowanych, katolików i agnostyków, od ponad roku, prowadzona wiedzą doktora teologii Mateusza Jelinka, spotyka się regularnie w Warszawie, aby studiować pisma teologów i filozofów – Tillicha i Bartha. Spotkania odbywają się w Parafiach Ewangelicko-Augsburskiej Wniebowstąpienia Pańskiego i Ewangelicko-Reformowanej w Warszawie. To właśnie w tej grupie pojawił się pomysł, aby wspólnie wyjechać z wielkiego, pełnego bodźców miasta i oddać się lekturze wyjątkowej, bo napisanej przez syna ewangelickiego duchownego, uważanego za apostoła ateistów. Mimo tego nieprzyjaznego na pierwszy rzut oka tytułu, ów apostoł bywa równocześnie nazywany wybitnym apologetą ewangelicyzmu, co tylko potęguje wielowątkowość i głębię jego myśli. Fryderyk Nietzsche sprowokował wspomnianą grupę, aby poświęcić czas między piątkiem czwartego, a niedzielą szóstego lipca 2025 roku, i  – z „To rzekł Zaratustra” pod pachą – udać się do Żychlina pod Koninem, do najstarszej funkcjonującej parafii reformowanej, by tam właśnie, kontynuując bogate tradycje miejsca, uczestniczyć w seminarium pt. Czytamy Nietzschego.

Czego doszukiwali się chrześcijanie w To rzekł Zaratustra? Założeń nie było, poza otwartością na polemikę: wzajemną, z tekstem oraz z samym sobą, własnymi poglądami. Jeśli chrześcijaństwo jest drogą, czyli procesem, który ma trwać całe życie, to musi się spotkać ze swoimi oponentami, z krytykami. Odrobina odwagi, aby spotkać się z zaprzeczeniem własnych przekonań, poskutkowała odkrywaniem sensu swojego chrześcijaństwa i w ogóle bycia. Dla uczestników seminarium Nietzsche, ogłaszając śmierć Boga, nie uśmiercił prawdziwego Boga. Podważył raczej wyobrażenia o Nim i, przede wszystkim, przekonanie, że jako ludzie jesteśmy w stanie zrozumieć Jego istotę. Nie umarł Bóg, umarł bóg ludzkiego rozumowania, bóstwo stworzone przez nas samych, dla naszej wygody, a więc poczynione przez nas rzeźby i podobizny.

Różnorodność charakteru, doświadczeń, wieku, statusu społecznego, poglądów, kapitału kulturowego, przynależności konfesyjnej lub jej braku, to wszystko złożyło się na jakość rozmów, na możliwość spojrzenia na te same kwestie z różnych perspektyw. Nietzsche prowokował dyskusje, które sięgały daleko dalej niż kwestie wiary i rozumienia Boga. Siła różnorodności, poprzez otwartość i empatię, dała grupie panoramę wniosków, do jakich można dojść tylko wśród tych, którzy szukają, którzy nie twierdzą, że osiągnęli swój cel, ale nadal chcą rozwoju, również poprzez trudną konfrontację.

Dlaczego Żychlin? Można zacząć górnolotnie, ale spróbujmy prozaicznie. Parafia Ewangelicko-Reformowana w Żychlinie spełnia dwa podstawowe warunki: serdeczność gospodarzy i baza noclegowa. Tam, z dala od zgiełku, przebodźcowany warszawiak może na chwilę zatrzymać się i skupić swoją uwagę na niełatwym tekście. Wspomniana Parafia ma w swojej powojennej tradycji wiele podobnych wizyt, kiedy to rozkładano na części pierwsze wiele kwestii teologicznych i filozoficznych, chociaż Nietzsche pojawił się w takim natężeniu po raz pierwszy. Seminarium zostało tam przyjęte z otwartymi ramionami, może nie chlebem i solą, ale wspólnym grillem i ciastem.

Po dwóch dniach studium Zaratustry nastał dzień trzeci – niedziela. Z Bibliami i śpiewnikami ewangelickimi grupa podążyła do kościoła, gdzie, na prośbę Parafii i pastora Tadeusza Jelinka, współprowadziła nabożeństwo z sakramentem Wieczerzy Pańskiej. Było to zgromadzenie kilkunastu osób, schronionych przed żarem w zabytkowym kościele, który pachniał drewnem i szczególnym rodzajem wspólnotowości. Adam grał na organach, Mateusz wygłosił kazanie, Monika, Tomek i Kuba czytali teksty biblijne, Bogusław poprowadził wspólne Credo. Nie zabrakło śpiewania pieśni pasyjnej “O żałości, o gorzkości!”, która miała zainspirować Nietzschego do proklamowania śmierci Boga. Na nabożeństwie zjawili się goście z Krakowa, polsko-węgierskie małżeństwo z córką, przybyli lokalni zborownicy. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie to poczucie wspólnoty, którego doświadczyć można z dala, w ciszy, w tym zapachu drewna. Wyjazd zwieńczony był ciastem, kawą i herbatą w domu zborowym. Niby zwyczajnie, a jednak świątecznie.

Człowiek jest czymś, co pokonanym być powinno  –  tak rzekł Zaratustra, nie w duchu potępienia czy pogardy, lecz jako wezwanie do przekroczenia własnych ograniczeń. Nie przyniósł grozy, lecz inspirację; nie był katem, lecz przewodnikiem. Pokonywanie siebie, które głosił, nie było destrukcją, lecz aktem najczystszej twórczości, heroicznym wysiłkiem kształtowania duszy na nowo, w świetle wyższych wartości. 

Tomasz Puła

Galeria foto: https://www.facebook.com/501721256602673_1108275114680019